baner
 
 
 
 
baner
 

GÓRY nr 254 – Wielkie przejścia narciarskie

Kto by się spodziewał, że najlepszy skiturowy warun wyklaruje się na majowy weekend? Wszystko jednak wskazuje na to, że zamiast kocyka na trawie znacznie lepiej będzie się wybrać na narciarską wyrypę w Tatrach. Oczywiście bez ograniczania się w czasie i kilometrach, korzystając z dobrodziejstw najdłuższego weekendu nowożytnej Europy ;-).

 

A skoro o długich, tatrzańskich wyrypach mowa, to warto się do nich przygotować – również mentalnie. Najlepiej zasiadając do lektury artykułu Wojtka Szatkowskiego – znajdziecie go w aktualnym wydaniu GÓR – który jak zawsze wciąga nas w skiturowe przygody. Tym razem są to długie przejścia, kilkudniowe epickie wyprawy. Tak było w Tatrach „od zawsze”, o czym przekonujemy się spoglądając na historyczne dokonania. Czy tak jest i teraz? Od czasów Zaruskiego świat nieco przyspieszył, więc i my staramy się szybciej przebierać nartami ;). Współczesne osiągnięcia to raczej wyzwania z gatunku sportowo-wytrzymałościowego, choć oczywiście nikt nikomu nie zabrania w spokojnym tempie pomykać od schroniska do schroniska, a wieczorami integrować się z innymi, podobnymi nam pasjonatami wielodniowych wypraw.

 

Sport był stałym towarzyszem wyryp... również jako kultowy wyrób tytoniowy

 

W ostatnich latach kilku bardzo ciekawych przejść skiturowych dokonał Andrzej Mikler – zakopiański skialpinista, ratownik TOPR i przewodnik międzynarodowy IVBV. Pierwszym było pokonanie na nartach grani Tatr Zachodnich, począwszy od Kasprowego Wierchu do Huciańskiej Przełęczy.

 

Andrzej Mikler na Gerlachu

 

Tak Andrzej wspomina to przejście: „O przejściu Grani Tatr Zachodnich myślałem parę lat. Pomysł zrodził się na dyżurze ratowniczym na Kasprowym Wierchu, gdy przy bardzo dobrej widoczności patrzyłem na Tatry Zachodnie. Pomyślałem wtedy, że byłaby to ambitna i logiczna tura. Pieszo latem i zimą grań tę w różnych warunkach przechodzono nieraz, ale na nartach, kiedy wszystkie szczyty pokryte są jeszcze śniegiem – czegoś takiego nie było. I czekałem na odpowiednie warunki. Tyle że albo był kłopot ze śniegiem, zagrożenie lawinowe, albo po prostu nie miałem czasu. Kondycja? Była dobra, bo dużo chodziłem po górach, a w zimie 2013 roku akurat przygotowywałem się do Trofeo Mezzalama, zawodów skialpinistycznych w Alpach. W kwietniu spadło dużo śniegu, w połowie miesiąca Tatry były w zimowej szacie. 16 kwietnia postanowiłem spróbować. Obserwowałem góry i stwierdziłem, że są całe zaśnieżone, a niektóre stoki skrzyły się w promieniach słońca. Pierwszą kolejką wyjechałem na Kasprowy Wierch. Pogoda była idealna – bezchmurne niebo, a warunki narciarskie rewelacyjne. Z Kasprowego Wierchu wyruszyłem o 7.30. Po 8 minutach byłem na Pośrednim Wierchu Goryczkowym, a po 18 minutach – na Goryczkowej Czubie. Po 65 minutach od wyjścia z Kasprowego byłem na Kopie Kondrackiej, a po kolejnych 40 minutach na Ciemniaku. Stamtąd rozpocząłem pierwszy dłuższy zjazd przez Stoły na Tomanową Przełęcz…

 

Więcej przeczytacie w GÓRACH 254. Warto się pospieszyć – zarówno śnieg, jak i Magazyn nie będą długo czekać ;).


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2024 Goryonline.com