baner
 
 
 
 
baner
 

Marek Skowroński - Wędrówki i wspin w San Vito Lo Capo

Przełom października i listopada to co roku okres jesiennych wyjazdów grupy Do Góry Nogami w cieplejsze rejony Europy, by naładować akumulatory przed zbliżającą się zimą. Nie inaczej było i tym razem. Nasz wybór padł na Sycylię, w czym na pewno pomógł fakt, że udało się nam znaleźć tanie loty. I to bezpośrednio z Wrocławia do Palermo. Poza wędrówkami zamierzaliśmy na miejscu kilka dni poświęcić na wspinanie, a jak wiadomo, jego mekką na Sycylii jest rejon San Vito Lo Capo. Tam też znaleźliśmy domek, który pomieścił naszą liczną grupę.

 

PROLOG – SAN VITO

 

Zgodnie z planem wylądowaliśmy w Palermo w czwartek przed południem. Nie bez lekkich perturbacji wypożyczyliśmy trzy auta i udaliśmy się w drogę do San Vito Lo Capo. Podróż zajęła około półtorej godziny, ale zanim odebraliśmy klucze do domku i mogliśmy się w nim zakwaterować, minęło kilka następnych... Sjesta. Ostatecznie po 16.00 byliśmy gotowi na pierwszy rekonesans. Na początek plaży.  Warto było! Woda w morzu okazała się bardzo przyjemna. Chyba cieplejsza niż w najgorętszej porze roku w Bałtyku, a przecież następnego dnia zaczynał się listopad. Popołudnie spędziliśmy więc na sprawdzaniu, jak bardzo jest mokra, regenerowaniu się po podróży i ogarnianiu topografii zupełnie wymarłego już miasteczka.

 

REZERWAT ZINGARO


Według prognoz piątek miał nas przywitać padającym przez cały czas deszczem, kontynuacją nocnego oberwania chmury. Dlatego też nie zdecydowaliśmy się nawspin, ale poszukaliśmy miejsca na jakąś odpowiednią na początek wycieczkę. Ostatecznie trafiliśmy do Parku Krajobrazowego Zingaro, znajdującego się nad zatoką Castellammare i oddalonego od SanVito Lo Capo zaledwie o pół godziny jazdy samochodem na południowy wschód.

 

Wejście do rezerwatu kosztuje 5 euro, ale warto zapłacić, bo w zamian wkraczamy w krainę pełną fantastycznych miejsc. Pierwszym punktem na naszej trasie była niewielka kamienna plaża, Cala Tonnarella dell’Uzzo, położona dosłownie kilkaset metrów od miejsca, w którym zostawiliśmy auto. Znajduje się w niewielkiej zatoczce, gdzie woda jest chyba jeszcze cieplejsza niż przy San Vito.

 

Po wyjściu z wody i osuszeniu się powędrowaliśmy dalej ścieżką, która zaprowadziła nas na wybrzeże Cala dell’Uzzo i do ogromnej groty o tej samej nazwie. Ze względu na ochronę przyrody w tym miejscu grota nie jest obita – w przeciwnym razie byłoby tam od groma wspinania. Nie pozostało nam więc nic innego, jak kontemplacja tego miejsca i powrót do zwiedzania rezerwatu. W drodze powrotnej trafiliśmy jeszcze do czegoś na kształt skansenu – muzeum aktywności morskich(Museo delle Attività  Marinare).

 

Po południu wyszliśmy na kolację do restauracji Delfin, która na googlu ma ocenę 2,2. Nie mieliśmy jednak zbyt dużego wyboru, bo większość pozostałych lokali była zamknięta z powodu sjesty. Ponadto zaczął padać deszcz, a Delfin dysponował parasolami. Tu każdy zamówił inne danie, a w efekcie wszyscy dostaliśmy chyba to samo... Jeśli będziecie w San Vito, omijajcie tę restaurację jak najszerszym łukiem.

 

Dalsza część artykułu znajduje się pod linkiem > link

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2022 Goryonline.com