baner
 
 
 
 
baner
 
2014-06-04
 

Samotność narciarza...

Gdy koledzy nie dali rady iść w góry i wszystkie fajne plany zawiodły, pozostało mi tylko jedno: przełknąć gorzką pigułkę samotnej wycieczki, zapiąć foki do nart, spakować walkmana i iść w góry w pojedynkę. Gdzie? W masyw Czerwonych Wierchów.





Samotny narciarz, hmm... pobrzmiewa w tym nieco smutek, żal, lekka nostalgia, wszak w góry lepiej iść w towarzystwie Maćka i Adama. Góry bez przyjaciół smakują trochę słabiej. No cóż. Nie było nam jednak to pisane. Ale mądrzy mawiają, że to co Cię nie zabije, to Cię wzmocni, więc perspektywa samotnej wyprawy narciarskiej nie zakłóciła mojego dobrego humoru. Pierwszym celem mojej wycieczki była Kondratowa - „najmniejsze ze schronisk tatrzańskich”, na którą wbiegłem wyjątkowo szybko (życiowy rekord, jak na 42 lata całkiem, całkiem). Narty pożyczone w „Yurtski” u Przemka Sobczyka to było TO. Chodzenie na „Trabach”, z lekkimi wiązaniami pomysłu „Dynafita”, jest jednak wspaniałym doznaniem, idzie się lekko, bez wysiłku, długim krokiem, po prostu super. Przemek dzięki też za super zniżkę w cenie wypożyczenia. W schronisku pusto, miła obsługa, lekka przekąska, herbata, spotykam znajomego z Forum Skiturowego. Pogadaliśmy nieco. Po odpoczynku wymarsz w stronę Kopy, tam pojawia się obok mnie Piotrek, ratownik Grupy Podhalańskiej GOPR, którego poznałem kiedyś w MT. Na czole „Wieliczka”, popijam Powerade, idzie się świetnie, chociaż pot obficie spływa z czoła, robi się bardzo ciepło. Razem z Piotrkiem wychodzimy szybko na Kopę Kondracką – tam nasze drogi narciarskie rozchodzą się w przeciwne strony: ja ruszam w stronę Małołączniaka, a on w kierunku Suchych Czubów, zdjęcia, mocny uścisk dłoni, „cześć”. Na zjeździe kolejny znajomy; Andrzej Światłowski, który samotnie przeszedł grań Czerwonych Wierchów od Ciemniaka aż tutaj. Andrzej, super gość, szybko chodzący, jak zwykle rwie pod górę i nie ma czasu na dłuższe rozmowy, mówi po chwili „no to Cię żegnam” i zasuwa szybkim krokiem na Kopę, a ja długimi skrętami w dół.

Na szczycie 2096 m spotykam samotnego turystę. Rozmowa nawet klei się jak na osoby, które zupełnie się nie znają i wymieniamy się zdjęciami, tzn. ja fotografuję jego, on mnie. Widok na Tatry, jak to mówi teraz młodzież zajefajny, byczo jest, fotografowanie, spokój, sielanka, herbata smakuje, byczenie się, znowu herbata, znowu byczenie się i tak z pół godziny. Potem myśl o super jeździe przyspiesza decyzję o ruszeniu pewnej niechwalebnej z nazwy części ciała z rozgrzanych skał. Zrywam się więc (niezbyt gwałtownie, uwaga kręgosłup): chłopie do roboty!!! Dopinam narty i w dół. Z Małołączniaka ruszam prosto na Przełęcz Małołącką (chociaż nęcił przez chwilę mnie zjazd do Doliny Rozpadłej, ale nie ufałem zbytnio pęknięciom w zboczu tego żlebu, trzeba więc to odłożyć!)), a potem jest to typowy kombinowany zjazd wiosenny tzn. z elementami kluczenia po nawisie z jego prawej i lewej strony, z dwoma skokami (na Małysza bez V w granicach 0,5 - 2 m) i na koniec z długim szusem w dół. Jestem jakieś 100 m pod Kopą Kondracką (w pionie), już nie zakładam fok, tylko na butach, z nartami w ręku, wchodzę po raz drugi tej niedzieli na Kopę Kondracką. Patrzę sobie, a tu dziewczę samotne na turach, niejaka Agata z Warszawy, sposobi się do zjazdu. Wymieniamy szybkie: „cześć”, „cześć”, „fajnie jest”, no!!!” i  ona rusza w prawo, a ja dopinam Dynafity i w lewo do Żlebu. Moim żlebem nikt jeszcze nie jechał tego dnia, jest mój, tylko mój, na dole skiturowcy patrzą, zatrzymali się - no to panie Wojtku - bez upadku, ale z ułańską fantazją... Pierwszy skręt wychodzi, a potem i reszta. Na dole rzut oka za siebie, ślad równy, fajny, szkoda tylko, że nie ma Maćka i Adama, żeby i oni popróbowali tej radochy – może innym razem.

Zjazd z Kopy Kondrackiej (rozpoczęty ok. 14.) na tzw. Kochy, centralnym żlebem, był jedną wielką przyjemnością. Śnieg puścił na 4 cm, powstał więc wspaniały firn, wyjątkowo łatwo poddający się moim (czytaj: przemkowym) nartom. Pierwsze 20 szybkich skrętów, potem trawers w lewo znowu z 50 skrętów, potem w prawo i tak aż do Kamienia. Za każdym skrętem spadają w dół śnieżne „talarki” wycięte przez „Traby” ze zbocza. Przy Kamieniu widzę narciarza i dla parady, a co tam, jeszcze trzy szybkie skręty na pełnym gazie! I w dół, tu można poszaleć dłuższym skrętem. W schronisku urocza obsługa drugi raz tego dnia z uśmiechem od ucha do ucha podaje mi  wodę z sokiem malinowym (pycha), piwko (super-pycha) i tym razem bigos z chlebem (bez komentarza, ustawa antyreklamowa). Znowu spotykam znajomych i przysiadam się do Maćka Pałahickiego (zakopiańska stacja radia RMF FM), który ze swoją ekipą dotarł do schroniska na. Znakomity śnieg nadal kusił perspektywą zjazdów, stąd decyzja, by wracać do domu przez Kondracką Przełęcz, decyzja była dobra. W słoneczku wchodzę szybko na Przełęcz i zjeżdżam Głazistym Żlebem w dół na Wyżnie. Tu widać dużą lawinę, która musiała zejść tego dnia ze Żlebu Zagonnego. Czoło ma jakieś 2-3 m. Zdjęcia. Na Polanie pierwsze krokusy, cicho, słońce delikatnie liże twarz, góry w pomarańczowej poświacie, bajka. Aż wracać się nie chce, siadam na skale, herbata, zdjęcia, herbata, czekolada, staram się ogarnąć myśli, trochę je poukładać, tak jak poukładany i fajny był ten dzień. Częściowo udaje się. Śmieszna sytuacja: wyszedłem w Góry sam i spotkałem tylu znajomych! Nawet przez chwilę samotność mi nie przeszkodziła, a nawet pomagała w silniejszym przeżywaniu tych gór, a niespodziewane spotkania znajomych dodały kolorytu tej wycieczce. Przeżyłem więc fajny dzień, w którym wiele się działo dobrego. Gwoli statystyki Trasa miała ok. 22 km i ok. 1700 metrów przewyższenia. Wracam na Krzeptówki o 18.30, szybki prysznic i do kościoła. Zdążyłem. Żeby podziękować tym na Górze za ten wspaniały dzień i za to, że mnie dobrze strzegli podczas samotnego łazikowania na nartach po grani Czerwonych Wierchów... 

 





Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m) – zjazd długim żlebem do schroniska na Hali Kondratowej (1335 m)

 

Przełęcz pod Kopą Kondracką (słowacka nazwa: Sedlo pod Kondratovou), 1863 m - jest celem nietrudnej, a ładnej wycieczki ski-turowej w otoczeniu Hali Kondratowej. Położona jest pomiędzy Kopą Kondracką a Suchym Wierchem Kondrackim, prowadzi na nią znakowany szlak turystyczny z Hali Kondratowej (zielony). Przełęcz ta umożliwiała dawniej jedno z dogodniejszych i łatwiejszych przejść z północnej strony Tatr na południową (do Doliny Cichej). Niegdyś to przejście było znakowane, obecnie zakazane. Na przełęczy stał dawniej mały schron turystyczny i narciarski postawiony przez Towarzystwo Tatrzańskie przed I wojną światową (obecnie nieistniejący). Podejście rozpoczynamy ze schroniska PTTK na  Hali Kondratowej (1335 m) i wznosimy się najpierw po płaskim terenie Polany Kondratowej (zimą schodzą na nią wielkie lawiny z masywu Giewontu, a konkretnie Suchym i Krówskim Żlebem, są tak wielkie, że kończą swój bieg na przeciwległym krańcu polany, uwaga!) wprost w stronę Przełęczy pod Kopą Kondracką i widocznych stąd szczytów: po lewej Suchego Kondrackiego Wierchu i Kopy Kondrackiej po prawej (łatwo). Podchodzimy stąd długimi zakosami, pomiędzy niskimi i rzadkimi świerkami, do niewielkiego kociołka pod „Kamieniem”, do którego wydostajemy się stromym stokiem, krótkim podejściem (od schroniska 45 minut, odpoczynek, stąd łatwy i piękny zjazd z powrotem do schroniska, dla początkujących). Ponad „Kamieniem” wznosimy się ku lewej stronie zbocza, najlepiej i najbezpieczniej stokami buli nad żlebem i pomiędzy kosówkami cały czas lewą stroną zbocza trawersujemy żleb pod przełęczą (uwaga na lawiny!), a stąd stromymi zakosami wydostajemy się na przełęcz. Przy lawiniastych warunkach nieraz bezpieczniej ściągnąć narty i idąc pionowo w górę uniknąć trawersowania wielkich pól śnieżnych pod przełęczą. Nie idziemy w prawo do Długiego Żlebu (lawiniasto!). Od schroniska 2 – 2,5 godziny podejścia w zależności od warunków. W razie niebezpieczeństwa lawin idziemy inaczej tj. od schroniska kierujemy się w lewo przez z początku dość gęsty las i stromym zakosem w lewo wchodzimy na boczną grań tzw. Łopaty i nią, przez szereg nie wybitnych wzniesień, podchodzimy na Suchy Kondracki Wierch, a z niego na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Droga może trochę bardziej uciążliwa i nużąca niż powyżej opisana, ale całkowicie bezpieczna. W razie warunków lawinowych zjazd tą samą drogą. Na przełęczy odpoczynek, piękne i rozległe widoki zwłaszcza na Tatry Wysokie. Na przełęczy mamy kilka możliwości: możemy zjechać w dół do schroniska na Hali Kondratowej, bądź kontynuować podejście na Kopę Kondracką i dalej na Czerwone Wierchy, albo podejść (krótko) na Suchy Kondracki Wierch i zjechać z niego do Kondratowej. Słusznie bowiem pisze Zwoliński: - wycieczki zimowe na Czerwone Wierchy należą do wysokogórskich, trudnych wypraw: przedsiębrać je można tylko przy pewnej pogodzie, by na szczytach nie potkać się z mgłą i kurniawą – i przy bezpiecznym od lawin stanie śniegów. Granie te bywają często oszrenione: wtedy raki są konieczne (Tadeusz Zwoliński, Zakopane i Tatry Polskie w zimie, Zakopane 1934, s. 129-130). Warto o tym pamiętać, gdyż wśród narciarzy wysokogórskich utarło się przekonanie, że rejon Tatr Zachodnich to teren łatwy, nie wymagający aż takich umiejętności jak zjazdy w Tatrach Wysokich. Absolutnie nic bardziej mylącego! W Tatrach Zachodnich bowiem wychodzi na wierzch doświadczenie co do oceny lawiniastości stoków, które są niezbędne, aby bezpiecznie zimą poruszać się w górach.

 

Początek zjazdu

Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m)

Nachylenie stoku

maksymalnie 35º

Przewyższenie

530 m do schroniska

Długość zjazdu

Ok. 2,5 km

Długość trasy wycieczki

Ok. 5 km

Stopień trudności

S 1+

Zagrożenie lawinowe

Uwaga zwłaszcza na żleby spadające z Giewontu (przy przekraczaniu Polany) i na Długi Żleb.

Czas podejścia

2 : 00 – 2 :50

Czas zjazdu

0: 25

 

 

 

 

 

zjazd nr 7: Przełęcz Kondracka (1725 m) do schroniska na Hali Kondratowej


Idąc na nartach na Czerwone Wierchy lub na Giewont z Hali Kondratowej możemy wybrać także drogę przez Przełęcz Kondracką. Prowadzi ona przez popularne „Piekło” (czyli Dolinę Małego Szerokiego). Wycieczkę można odbyć tylko przy pewnych śniegach, z reguły wiosną, gdyż przekraczamy po drodze kilka żlebów Giewontu, które przy dużym zaśnieżeniu mogą być bardzo groźne. Parę słów o miejscu z którego będziemy zjeżdżać. Kondracka Przełęcz – to znajdująca się na wysokości 1725 m przełęcz na grzbiecie łączącym Giewont i Wyżnią Kondracką Przełęcz z Czerwonymi Wierchami, a dokładnie z Kopą Kondracką w Tatrach Zachodnich. Po wschodniej stronie zbocza spod przełęczy opadają do Doliny Kondratowej (a dokładniej jej prawego górnego odgałęzienia – Doliny Małego Szerokiego). Po zachodniej stronie sąsiaduje z Doliną Małej Łąki. Droga podejściowa. Od schroniska na Kondratowej wznosimy się  w prawo, na zachód (uwaga na żleby spadające z Giewontu, które przekraczamy, są bardzo lawiniaste!) na bulę, pokrytą świerkami i wyżej kosówką i nią wznosimy się prosto do góry aż do kotła, zwanego „Piekłem”. Tutaj stromymi zakosami wznosimy się w stronę widocznej stąd doskonale Przełęczy Kondrackiej. Osiągamy ją pod koniec dwoma długimi zakosami: najpierw w prawo, a potem w lewo (bardzo stromo i trudno) na szczerbinę przełęczy. Ładne widoki na Czerwone Wierchy, Giewont i Zachodnie oraz Wysokie Tatry. Zjazd tą samą drogą (łatwo) lub Głazistym Żlebem do Doliny Małej Łąki. Możemy też urozmaicić sobie drogę zjazdu tj. podejść kilkadziesiąt metrów w stronę południową (w stronę Kopy Kondrackiej) i zjechać w lewo jednym ze stromych żlebów spadających stąd do „Piekła” (droga możliwa do zjazdu tylko przy pewnych śniegach, żleby te są bowiem lawiniaste, w dodatku z reguły zawsze znajduje się tutaj duży nawis śnieżny (ostrożnie). Stromo, w górnej części żlebu maksymalnie ok. 38º. Z Przełęczy możemy też łatwo podejść na nartach na Kopę Kondracką (ok. 35 minut podejścia), albo kontynuować dalej wycieczkę stamtąd przez grań Czerwonych Wierchów. Można też z Kopy Kondrackiej zjechać na Przełęcz pod Kopą Kondracką i dalej Długim Żlebem na Kondratową. Cała wycieczka zajmie nam z odpoczynkami 4 godziny.

 

Początek zjazdu

Przełęcz Kondracka (1725 m)

Nachylenie stoku

maksymalnie 33º

Przewyższenie

392 m do schroniska

Długość zjazdu

Ok. 2 km

Długość trasy wycieczki

Ok. 4 km

Stopień trudności

S 1+

Zagrożenie lawinowe

Uwaga zwłaszcza na żleby spadające z Giewontu, a także na nawis na przełęczy

Czas podejścia

1: 30 - 2 : 00

Czas zjazdu

0 : 30

 

 

 

 

 

zjazd nr 8: zjazdy  z Kopy Kondrackiej (2005 m) 

 

Wycieczka ski-turowa na jeden z najbardziej narciarskich szczytów w całych Tatrach. Może być pierwszym etapem dłuższej wycieczki przez grań Czerwonych Wierchów lub celem samym w sobie. Kopa Kondracka (słowacka nazwa Kondratova kopa, 2005 m n.p.m.) – to rozległy szczyt w Tatrach Zachodnich, należący do grupy Czerwonych Wierchów (pierwszy z Czerwonych Wierchów od strony wschodniej, od strony Zakopanego), najniższy z nich. Leży w głównym grzbiecie Tatr, pomiędzy Suchym Wierchem Kondrackim (1890 m). Oddzielony jest od niego Przełęczą pod Kopą Kondracką (1863 m), oraz Małołączniakiem (2096 m), od którego oddzielony jest Małołącką Przełęczą (1924 m). Przez szczyty te i przełęcze przebiega granica słowacko-polska. Oprócz tego Kopa Kondracka tworzy w kierunku północnym długi grzbiet łączący się poprzez Kondracką Przełęcz z Giewontem. Wschodnie stoki tego grzbietu opadają do Doliny Kondratowej, północne do Wyżniej Świstówki i Kotlin (górna część Doliny Małej Łąki). Podejście na szczyt, tak jak na Przełęcz pod Kopą Kondracką, stamtąd w prawo dość szeroką granią, po prawej i lewej jej stronie pod szczyt i długimi zakosami na szczyt. Z wierzchołka rozległe widoki, szczególnie na okazale stąd prezentujące się szczyty Tatr Wysokich, ale także Tatr Zachodnich, a zwłaszcza okazałe wygląda stąd ściana wschodnia Małołączniaka. Podejście rozpoczynamy ze schroniska PTTK na  Hali Kondratowej (opis: patrz wycieczka na Przełęcz pod Kopą Kondracką).  Pierwsze odnotowane wejście na szczyt: Franciszek Herbich w 1832 r., pierwsze wejście zimowe Karol Potkański (prawdopodobnie w 1894 r.), pierwsze wejście zimowe 1905 r. Stanisław Barabasz z towarzyszami. Z Kopy Kondrackiej mamy szereg możliwości zjazdów o różnym stopniu trudności:

 

1. z Kopy Kondrackiej w prawo granią na Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m) i dalej w dół Długim Żlebem do Kamienia i dalej aż do schroniska na Hali Kondratowej (trudność 1+).

2. z Kopy Kondrackiej granią  do Przełęczy Kondrackiej (1725 m) i stamtąd do Doliny Małej Łąki Głazistym Żlebem (trudność 1+). Tę drogę narciarską polecamy do zrobienia dopiero na wiosnę. Z początków zimy stoki Mnichowego Upłazu, którymi prowadzi szlak tego zjazdu są często wywiane i na znacznych odcinkach pozbawione wystarczającej pokrywy śnieżnej (najlepsze warunki: marzec-kwiecień).

3. z Kopy Kondrackiej zjazd granią do Przełęczy Kondrackiej (1725 m) i stamtąd do schroniska na Hali Kondratowej (trudność 1+).

4. zjazd z wierzchołka Kopy Kondrackiej wprost w dół na wschód centralnym żlebem na tzw. Kochy. U góry jest on szeroki, w dolnej części zwęża się i ma kilka odnóg. W dolnej części należy skręcić lekko w prawo i wąskim żlebikiem zjechać w dół i kontynuować zjazd do połączenia się ze szlakiem prowadzącym na Przełęcz pod Kopą Kondracką, a następnie w stronę Kamienia (trudność 2). Tylko przy pewnych śniegach! Teren lawiniasty.

5. Z wierzchołka Kopy Kondrackiej na Małołącką Przełęcz (1924m), trudność 1. Dalej kontynuujemy wycieczkę na fokach w stronę Małołączniaka i pozostałych szczytów masywu Czerwonych Wierchów. Ze zjazdem przez Twardy Upłaz i Gładkie Upłaziańskie na Kiry.

 

 

 

Początek zjazdu

Kopa Kondracka (2005 m)

Nachylenie stoku

maksymalnie 35º

Przewyższenie

672 m do schroniska

Długość zjazdu

Ok. 2 km

Długość trasy wycieczki

Ok. 4 km

Stopień trudności

S 1+

Zagrożenie lawinowe

Uwaga zwłaszcza  w Długim Żlebie i jego pobliżu

Czas podejścia

1: 50 – 2 : 20 z Kondratowej

Czas zjazdu

0 : 40

 

 

 

 

Majówka pod kopą from Gory - Polish Climbing Magazine on Vimeo.

 

 

 

 

Wojciech Szatkowski

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
 
 
Copyright 2004 - 2024 Goryonline.com